Pomagam budować wytrwałość w realizowaniu celów. Rozpalam iskrę działania w ludziach i zespołach.

Rozwój własnego biznesu, kariery, siebie – wszystko wymaga wytrwałości oraz regularnych działań. W pojedynkę moze być ciężko – każdy potrzebuje zbudowania swojego systemu nawyków i wsparcia. W jakim wyzwaniu mogę Cię wesprzeć?

Codziennie podejmujesz decyzje, które wpływają nie tylko na Ciebie, ale i na ludzi wokół. Te najtrudniejsze często nie dają Ci spać po nocach – bo mogą zmienić wszystko: Twoje życie, tożsamość, przekonania. W świecie pełnym presji i odpowiedzialności, brak decyzji to, tak naprawdę, decyzja – która kosztuje Cię czas, energię i spokój.
💡 Właśnie tutaj przychodzę z pomocą ja – Aktywatorka Zmian.
Pomagam liderom wrócić do źródła swojej wewnętrznej siły. Do odwagi. Bo to ona otwiera drzwi do konkretnych działań, mądrych zmian i… większego wpływu.
🎯 Jeśli chcesz:
podejmować odważne, strategiczne decyzje (nie tylko gasząc pożary),
ukształtować nawyki, które Cię nie wypalą,
odzyskać klarowność w chaosie i skupić się na tym, co naprawdę ważne,
👉 to zapraszam Cię do współpracy. Sprawdź moją ofertę i zobacz, jak możemy razem działać.
#OdważSięNaZmianę #Aktywatorka


Nie spodziewałam się, że obowiązkowy staż w trakcie studiów w Dziennym Domie Opieki dla osób starszych zrobi na mnie tak wielkie wrażenie, że po 15 latach dalej będę pamiętać (i świadomie sobie przypominać) o tym czego doświadczyłam podczas tamtego miesiąca. W tym krótkim czasie poznałam i długo rozmawiałam z Panem Mirkiem i Panią Zofią. Ten pierwszy malował całkiem niezłe obrazy, godzinami siedział z pędzlem w ręce. Godzinami potrafił też z wielkim żalem mówić o tym jak jego ojciec zmusił go by został krawcem, a on po dziś dzień żałuje, że się nie sprzeciwił… Pani Zofia chciała z kolei być tancerką, ale wcześnie wyszła za mąż i musiała zająć się domem i wychowaniem dzieci… Również w jej głosie było słychać wielki żal z utraconej szansy…

Kiedy w 2023 roku zmarł mój tata dzień przed pogrzebem pojechaliśmy do kostnicy pożegnać się. Nigdy nie był agresywny, ale z pewnością można go nazwać niespokojnym duchem, a teraz leżał tak spokojny jak nigdy w życiu. Płakałam. Oczywiście dlatego, że straciłam ojca, ale bardziej dlatego, że wiedziałam, że ten człowiek mógł mieć zupełnie inne życie, mógł przeżyć i doświadczyć tak wiele, ale poprzez wybory, których dokonywał wiele lat jego życia było (w moim odczuciu) bez żadnego celu, bezpowrotnie straconych…